Leniwie podniosłem powieki i obrzuciłem spojrzeniem swój pokój. Nie chciało mi się wstawać, choć wiedziałem, że muszę. Najchętniej zostałbym już pod kołdrą do skończenia świata. Och, czemu tak nie mogę?
- Yo! wstawaj śpiochu! - ktoś brutalnie otworzył drzwi od mojego pokoju i wskoczył na łóżko. Tym ktosiem był nie kto inny jak nasz różowooki przyjaciel. Zapewne tata go wpuścił. Albo siostra, o ile ten wyżej wymieniony poszedł już do pracy.
- Wyglądasz jak naćpany, wstawaj. - powtórzył szturchając mnie.
- Juuż. Kto cię wpuścił mendo? - warknąłem podnosząc się do siadu. Po chwili jednak moje ciało znowu opadło na poduszki. Nie mam siły, dzisiaj wagaruję.
- Co ty odpierdalasz? - spojrzał na mnie krytycznie przyjaciel.
- Leżę, jakby nie patrzeć. - burknąłem zamykając powoli oczy. Blondyn wstał z mojego łóżka, aby za chwilę agresywnie wyciągnąć mnie z niego za nogi, co skutkowało niemiłym zderzeniem mojego ciała z podłogą. Zacząłem go wyzywać, ale już pogodziłem się z tym, że nie wygram. Zabrałem swoje rzeczy i poszedłem się umyć. Huh, faktycznie wyglądam jak po dragach. Podkrążone oczy, dziwny wyraz twarzy i brązowe włosy powywijane na wszystkie strony. Przemyłem twarz i wyszorowałem swoje zęby denerwując się szpiczastym zakończeniem kłów, wyglądają idiotycznie. Uczesałem i w miarę możliwości ułożyłem jako tako swoje włosy po czym się ubrałem. Wróciłem do swojego pokoju po plecak, chłopaka jednak już tam nie było. Rozwiązania są dwa: albo polazł do kuchni, albo zalega u siostry. Trzeba iść go poszukać, jeszcze ten pedofil coś jej zrobi. Zabrałem soczek z biurka i poszedłem go szukać. Tak jak myślałem, znajdował się w pokoju mojej młodszej siostry.
- Mam nadzieję, że ci się podoba? - pewnie znowu gadali o dollfie. Znowuż jej coś kupił? Rozumiem, że jest bogaty i bla bla bla, ale za każdym razem jak tu przychodzi daje jej coś, coś drogiego zazwyczaj. Uch, zajeżdża pedofilią. Jeszcze ją porwie pod pretekstem oglądania małych kotków w piwnicy.
- jest śliczna! Ciągle mi coś kupujesz, dziękuję braciszku Nariko! - wyplułem sok, który miałem w ustach. Cholera trzeba zmienić bluzkę.
- Oya, oya, stało się coś? - wyszczerzył się przytulony do brunetki chłopak. Dziewczyna w dłoniach trzymała miniaturowe kimono na siedemdziesięciocentymetrową dollfie. Była nim szczerze zachwycona. Huh, dawno nie widziałem jej szczęśliwej.
- Nic, a nic. - uśmiechnąłem się przesadnie. - idę się przebrać, zaraz wracam. A ty z łaski swojej zrób nam śniadanie jak już się tu panoszysz... - westchnąłem w drodze do pokoju zdejmując mokrą bluzkę. Z szafy wyciągnąłem szary t-shirt z napisem "hito rabu" i założyłem go na siebie. Zabrałem swoje rzeczy i poszedłem na dół. Nariko spakował nasze bento. Założyłem swoją ciemnobrązową kurteczkę wiosenną z futerkiem i buty. Poczekałem na siostrę i przyjaciela, po czym poszliśmy do naszych szkół.
- Na pewno chcesz ćwiczyć na wuefie? - zapytałem Futari.
- Um, nie jest tak źle, więc mogę... Najwyżej dostanę piłką w łeb... - zaśmiała się niemrawo, drapiąc palcem wskazującym po podbródku.
- W razie gdybyś tam padła, mogę udzielić ci pierwszej pomocy! - szybko zaoferował blondyn. Brunetka spaliła buraka, a ja dźgnąłem go w splot słoneczny.
- Ty... ty pierdoło jedna. - zgiął się w pół. Niebieskooka chwilę patrzyła na tą scenę, a potem wybuchnęła donośnym śmiechem. Poszliśmy dalej, nie czekając na naszego pedofila, który i tak po chwili się tam doczłapał. Młodszą odstawiliśmy przy gimnazjum, oddając ją w ręce jej przyjaciółek, a sami poszliśmy kawałek dalej - do liceum. Przebraliśmy się w szatni i w sam raz wyrobiliśmy się na lekcje. Pierwszą był znienawidzony przeze mnie (i chyba nie tylko...) język niemiecki. Nasz nauczyciel był z pochodzenia Niemcem, pan Muller. Wysoki o szerokich ramionach, elegancik noszący wiecznie garniaki. Na zakrzywionym nosie usadowione były prostokątne okulary. Czarne włosy zaczesywał w pedantyczną kitkę na karku. Sprawiał wrażenie niezbyt miłego. Opadłem ze zrezygnowaniem na krzesło przy ławce. Nariko zaś z entuzjazmem pogwizdywał przy rozpakowywaniu swoich rzeczy. Czy on zawsze musi być taki wesoły?
- A dzisiaj oddam wasze testy. - rozległ się głos nauczyciela. Mina blondyna momentalnie zrzedła. Ja natomiast pobladłem, a w brzuchu mi się skręcało. Na pewno za dobrze ten test nie poszedł.
- A-Akihiso Ku-re-ba-ya...shi. - zawołał pierwszego ucznia po odebranie testu. Czarnowłosy zabrał, co swoje i z dumą odszedł do ławki, chwaląc się sąsiadowi swoją oceną.
- Yatogami Tohka. - fioletowowłosa drżącymi rękoma odebrała swój test, aby za chwilę się rozluźnić dowiedziawszy się, że test nie poszedł tak źle. Po dziewczynie było jeszcze parę osób, a potem przyszła pora na mnie. Z bijącym ciężko sercem wstałem z ławki i podążyłem do biurka nauczyciela.
- Nie rozumiem cię, Haruka. Ze wszystkich przedmiotów wyrabiasz na 5,4, z niektórych nawet 6. Ale twoje oceny z niemieckiego pozostawiają sporo do życzenia. Masz trochę pozytywnych ocen oraz jeszcze większe "trochę" jedynek. Weź się za siebie. - oddał mi kartkę, a ja ze spuszczoną głową poszedłem do swojego miejsca. Znowu. Cholera jasna.
- Poprawisz za tydzień z resztą... - zaczął mnie pocieszać przyjaciel.
- uhm, ciekawe jak się nauczę. Z 5 godzin na ten test zakuwałem i co? gówno mi z tego przyszło. - jęknąłem.
- Będzie dobrze, pomogę ci. - uśmiechnął się słodko, kładąc swoją dłoń na mojej. Spojrzałem na niego, mrucząc pod nosem ciche "dziękuję". - pokaż ten test. - wyrwał mi kartkę z dłoni i zaczął przeglądać moją pracę. - Ale różnorodność. "Danke", "danke sehr", "danke shon". Przynajmniej coś napisałeś... Rzeczowniki z dużej litery się pisze.
- Wiem.
- To czemu nie piszesz? - zachichotał. Przez resztę lekcji pisaliśmy poprawy w zeszytach. Gdy wreszcie rozbrzmiał dzwonek z wielką uciechą zabrałem swoje rzeczy i wyszedłem nie patrząc nawet gdzie idę. Skutkowało to niestety zderzeniem z jakimś uczniem. Obaj upadliśmy na podłogę. Utkwiłem wzrok w poszkodowanym. Blady chłopak z zielonymi włosami i również zielonymi oczami, okolonymi mnóstwem grubych rzęs.
- Jejku, przepraszam! - pisnąłem wstając, po czym pomogłem mu się podnieś.
- Och... - jęknął.
- Wszystko okej? - zapytałem wyraźnie zdziwiony jego reakcją.
- Właśnie zderzyłem się z idealnym kandydatem na dominującego! Ach, to takie cudowne~! - zaczął się wiercić uradowany. Ja zaś stałem tam jak słup soli nie wiedząc o co chodzi.
- Oya, oya, co ty taki zdziwiony? - zaśmiał się. - A właśnie! Nie przedstawiłem się. Kisaragi Jun~ twój przyszły uległy. - podał mi dłoń.
- Em... Ha~aruka Ichinose. - bąknąłem.
- Może lizaka na dobry początek znajomości? - wyciągnął w moją stronę arbuzowe lizajdło. Przyjąłem je, dziękując. W tym momencie obok nas pojawił się Nariko.
- Yo~... Harusiu, kto to? - zapytał zdawszy sobie sprawę, że nie jestem sam.
- Kisaragi Jun, miło mi. Jak zgadnę ty też należysz do haremu Harusia? - podał mu dłoń zielonowłosy. To zaczyna robić się dziwne. Nariko był równie zszokowany, co i ja.
- Haruś, masz harem? - zaczął dusić się śmiechem. Wzruszyłem ramionami i odparłem cicho:
- najwyraźniej... - wtedy też zadzwonił dzwonek i rozstaliśmy się z tym jakże dziwnym osobnikiem. I dobrze zresztą. Boję się go. Kto to dominujący i uległy? Czemu jestem idealnym kandydatem na dominującego? O co mu w tym wszystkim chodzi? Mamusiu, on jest dziwny...! Z głębokim westchnieniem pokierowałem się na plastykę.
~***~
- Au, au, au! Bolii... - jęknąłem czując kolejne uderzenie książką w głowę. Siedziałem tu już z Nariko trzecią godzinę i jedyne, co udało mi się zapamiętać, to to, że dürfen to nie rzeczownik i nie znaczy durszlak. Tak, tak, wiem. Jestem głupszy niż ustawa przewiduje. Nie moja wina, że nie mam smykałki do niemieckiego!
- Słuchasz mnie chociaż, kiedy ci tłumaczę? - zapytał blondyn patrząc na mnie z politowaniem.
- Tak. Staram się. - mruknąłem chowając twarz w kolanach. Nigdy się tego nie nauczę. Nie ma bata, zawalę niemiecki. Na cholerę tego uczą, w życiu mi się nie przyda. Nie mam zamiaru wyjeżdżać do Niemiec.
- Masz, powtórz sobie zwroty i zaraz poćwiczymy razem, okej? - podał mi książkę, tą samą, którą niemiłosiernie bił mnie po głowie.
- Jasne...
- To ja idę nam po herbatę, ćwicz, ćwicz. - uśmiechnął się przechylając głowę w bok. Wyszedł z pokoju, a ja zostałem sam z niemieckim. Mrr, cudownie. Randka idealna. Więc... Zaimki nieokreślone występują jako podmiot w zdaniach, w których wykonawca czynności jest bliżej nieokreślony. W miarę rozumiem. Dalej. W celu nadania zdaniu charakteru ogólnej ważności używany jest nieodmienny zaimek man, który można przetłumaczyć w połączeniu z czasownikiem w trzeciej osobie liczby pojedynczej jako "się" Aha... O czym ja czytałem?
- Uczysz się słoneczko ty moje? - zapytał wchodząc do pokoju z herbatami i talerzem kruchych ciasteczek maślanych.
- Od kiedy to "słoneczko" - parsknąłem. - jasne, jasne... Chyba. - ziewnąłem i wziąłem ciastko dla siebie. Blondyn klapnął na materac, który ugiął się nieznacznie pod jego ciężarem. Herbaty postawił na stoliku obok. Rozmasował zmęczone oczy i przysiadł się bliżej, w celu kontynuowania naszej nauki. Doczytałem jeszcze do końca definicję i sposób użycia zaimka "man", po czym z powątpieniem oddałem podręcznik chłopakowi.
- Dobrze. To teraz powiedz w języku niemieckim: W szkole uczy się japońskiego i matematyki. - polecił...
- in die...
- in der. - poprawił mnie.
- Dobrze. In der Schule man lernt....
- lernt man. Człowieku, nie każ mi zalegać tutaj do jutra. Przeróbmy dzisiaj chociaż to, proszę cię.
- In der Schule man lernt Japanish und Mathematic...?
- Mathe. - westchnął. Nauka niemieckiego ze mną idzie bardzo opornie. Dziwię się, że wytrzymał tu tyle czasu. Następnie kazał mi powiedzieć parę innych zdań, również z użyciem tego zaimka. O dziwo z każdym kolejnym szło mi coraz lepiej. No, nie licząc drobnych pomyłek. Ale źle nie było! Byłem mu bardzo wdzięczny, nawet nie wyobrażacie sobie jak.
- A ty na mnie narzekasz, że się nie uczę angielskiego! Przynajmniej wyrobiłem się na ładną 4. - pokiwał znacząco brwiami. Pożegnaliśmy się czułym uściskiem i przyjaciel poszedł do siebie. Było już po 8. Tata przesiadywał jeszcze w pracy, a siostra postanowiła dziś wyjść z Momo-chan. Miały być tu przed 9. Przyszykuję im jakieś przekąski, a co. Mam tylko nadzieję, że nie będą mi truły tyłka w nocy...Przybyłem do kuchni w poszukiwaniu czegoś na kolację dla nich. Niestety i w lodówce, i w szafkach świeciło pustkami. Mieliśmy tylko jakieś dżemy, starą szynkę, którą czym prędzej wyrzuciłem, ponieważ śmierdziała i płatki owsiane. Ubrałem się i poszedłem na zakupy. Markety tutaj są wielkie i pękają w szwach, nic tu nie brakuje, a dział słodyczy jest bardzo obszerny. Podczas zakupów zrozumiałem, jak bardzo nieznajome są mi gusta mojej siostry. Po dłuższej chwili zastanowienia wziąłem im dwie paczki pocky truskawkowych, chipsy i colę. Sobie zaś postanowiłem machnąć soczek z procentami. A co, dorosły jestem to mi nie zabronią. I tak jutro nie idę do szkoły. Magiczne słowo "weekend". Zapłaciłem za wszystko i udałem się w drogę powrotną do domu. Tam zastałem zmarznięte dziewczyny. Och, no tak. Zapominalska znowu nie wzięła kluczy.
- Gdzie łazisz o tej godzinie? - zapytała trzęsąca się z zimna brunetka.
- O to samo mam was zapytać? Byłem do sklepu, bo lodówka świeci pustkami. Lubicie pocky truskawkowe tak nawiasem mówiąc? - zapytałem przekręcając klucz w zamku. Siostra pokiwała głową energicznie, Momo zrobiła to po chwili i to jeszcze w spowolnionym tempie. Ale ona taka już jest. Chyba nigdy nie widziałem jej podekscytowanej.
- Chcecie kakao, czy od razu bierzecie się za konkrety? - zapytałem wskazując brodą w stronę coli.
- kakao, zmarzłyśmy. - powiedziała Futari.
- Okie dokie, to idźcie oglądać anime, czy co tam chcecie, a ja zrobię wam kakaeczko. - pogłaskałem je po głowie i zabrałem się za szykowanie napoi. Wyciągnąłem trzy jasnoróżowe kubeczki z Rilakkumą i duży talerz z tym samym motywem, na który nałożyłem słodycze. Do kubków nalałem mleka i wstawiłem je do naszej chyba przedpotopowej mikrofalówki. Potem nasypałem nam kakao, wymieszałem i zaniosłem do salonu, gdzie te dwie siedziały przed laptopem i oglądały zapewne anime. Albo jakieś horrory. Chociaż znając Futariko to na samych napisach początkowych by się popłakała. Postawiłem przed nimi kakao, a sam usiadłem w fotelu na przeciw i miałem wziąć swojego... ach tak. Zalegały przed laptopem. Moim laptopem. Trudno, zostaje mi telewizor. Włączyłem pierwszy lepszy program, na którym leciał akurat Harry Potter. Cicho popijałem swoje kakałko. Czynność tą niestety przerwał mi sms.
- Tata nie wraca dziś na noc. Wziął dodatkową zmianę za dodatkowe pieniądze. - poinformowałem dziewczyny. Tymczasem ja zwlokłem się z fotela i poszedłem do siebie. Otworzyłem okno, wychyliłem się po czym krzyknąłem imię przyjaciela. Ten zjawił się przed oknem ze szczoteczką w zębach i ręcznikiem na głowie.
- Czegoż? - zapytał szorując zęby.
- Zaoferuję ci za twą cudowną pomoc procenciki, chcesz?
- Dopiero się umyłem, ale zrezygnować bym nie potrafił! Zaraz będę. - oznajmił zamykając okno. Z dołu mojego mieszkania dobiegł złowrogi krzyk. Siostra z niewiadomego mi powodu wyzywała mnie właśnie od idioty. Zdziwiony zszedłem po schodach, aby po chwili oberwać swoimi dresami i skarpetkami w twarz.
- Następnym razem wepchnę ci je do gardła. Co one do cholery robią na środku korytarza?! - burknęła wściekła. Ech... Ona jest chyba miniaturową wersją mamy, tamta też się na mnie darła, kiedy coś źle zrobiłem. Też groziła. Tylko, że nie wiem, czy Futari robi to jak ona - na żarty - czy też nie...
Jak już pisałam ci w smsie, te dwa rozdziały-boskie!!!!!!
OdpowiedzUsuńLubie takie spokojnee życie :3
No i oni są urooczy ^^
Jak fajnie że mieszkają tak blisko!
Czeekam na kolejny!
I mam nadzieję że ten ci się nie znudzi jak tost i nie bd cię musiała męczyc.
Wenyy Kochana :*